O mnie

Szczecin, Poland
Jestem zawsze trochę z boku. Wolę tworzyć w głowie wizję świata i nią żyć, niż poddawać się morderczemu działaniu szarej rzeczywistości. Staram się nie podchodzić do życia zbyt serio, nie przejmować się tym, co myślą o mnie ci, na których mi nie zależy. Lubię deszcz. Piszę bo lubię.

wtorek, 8 czerwca 2010

When you hate yourself

Słodka gorycz- to nie zawsze oksymoron. O ile "słodka", nie odnosi się do smaku- występuje dosyć często. Gorzka kawa, papieros, piwo, czasem grejpfrut lub czekolada. Rzeczy z natury gorzkie, napawają nas słodką rozkoszą i spełnieniem. Czekoladowy papieros, który pozostawia słodki smak na wargach- nie jest już tak kuszący, a staje się wręcz niesmaczny. Czasem nawet "gorycz", nie odnosi się do smaku. Słodka gorycz wspomnień. Wspomnienia kształtują naszą osobę. Bez nich, jakbyśmy nigdy nie istnieli. Niektóre wspomnienia chcemy wyrzucić z siebie, ale nie można tego zrobić tego tak łatwo, jak pozbyć się zatrutej alkoholem treści żołądka. Nagromadzenie nowych wspomnień- nie wymaże starych. Pieprzona pojemność naszego mózgu, jest ogromna. Mam 22 lata. Co mogę wiedzieć o życiu? Coś, a "coś", to więcej niż "nic". Nikogo nie nawrócę moim gadaniem, chcę tylko, żeby przyjemnie czytało się pierdoły, które wychodzą spod mych palców.

Leżąc na łóżku, blisko siebie, patrzyli sobie w oczy, w których jeszcze dogasał płomień spełnienia i przyjemności. Ona wciąż zagryzała wargi, a jej ciało delikatnie drżało, całe napięcie opadało z okolic jej łona, miała ochotę na jeszcze. On już nie mógł. Leżał, głaszcząc ją po włosach, pocałował ją czule w usta i czoło. Na jego powoli opadającym członku, wciąż tkwiła prezerwatywa, mimo tego, ona przytuliła się tak mocno, że ich organy ponownie się spotkały. Jej delikatna skóra przywarła do jego unoszącego się i opadającego torsu. On ją pocałował jeszcze raz, oswobodził się z uścisku i wstał. Poszedł do łazienki, po paru chwilach wyszedł już ubrany. Spojrzał jak słodko zasypia. Wyszedł na dwór zapalając papierosa i ruszył powolnym krokiem przez noc do domu, a raczej do mieszkania. Jego dom, jeśli w ogóle- był daleko stąd.

Life is a bitch

Coś, co wydaje się pewne, nagle ulega załamaniu, wątpliwości niechybnie nadciągają i stajesz w dziwnym miejscu, gdzie musisz wybierać, pomiędzy tym co właściwe, a tym co wygodne. Czasem są same złe opcje i musisz wybrać mniejsze zło. Lepsza naiwna niewiedza, niż ten kawałek wiedzy za dużo.

Jakbym musiał dać komuś, taką radę od serca, powiedziałbym pewnie coś na wzór: staraj się jak możesz, żeby być szczęśliwym i uszczęśliwiaj ludzi na których ci zależy, a całej reszcie nie sprawiaj przykrości. Żyj tym co w Tobie siedzi, nie odrzucaj wewnętrznych rozterek, a porozmawiaj sam ze sobą i nie myśląc o tym co powiedzą ludzie, zrób to, czego tak bardzo chcesz. Pamiętaj, że nie jesteś sam na świecie. Zawsze jest ktoś, kto Ci pomoże, zawsze jest ktoś, kto Cię kopnie, jak będziesz już leżeć i zawsze jest ktoś, kogo tak łatwo skrzywdzić.

Dobranoc

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Nothing but the shit.

Witam.

Cieszę się, że znalazłaś/eś się na moim blogu. Po pierwsze, nikt nie zmusza Cię do jego czytania, chyba, że stanie się na tyle sławny, że zostanie dodany do kanonu lektur szkolnych. Postaram się nie zanudzać Cię swoim życiem, choć oczywistym jest, że nie można pisać o swoich przemyśleniach, nie opierając się na własnych doświadczeniach i emocjach. Papierosy pomogą mi prowadzić to gówno. Po co piszę? Bo muszę wyrzucić z siebie parę rzeczy. Napisanie książki to moje marzenie, a zarabianie z pisarstwa, to coś, czego nie można nazwać po prostu marzeniem, bardziej jego tysiąckroć silniejszą wersją. Może trochę cel życiowy- wynikający z mojego lenistwa. Pracować dzień w dzień, z krótkimi przerwami na sen, urlop parę dni i z powrotem do roboty? Nie dla mnie.

Nie jestem studentem, żadnego z kierunków humanistycznych. Chciałem być, ale wielu bardziej uzdolnionych, zajęło dumnie moje miejsce. Studiuję informatykę i ekonometrię, co nie jest złe, ale nie jest to temat, w który chciałbym się mocniej zagłębić. Czego się nie robi dla rodziców? Przecież oni dali mi życie, utrzymanie, wychowanie i wykształcenie. Mogę się odwdzięczyć, sprawiając im choć odrobinę radości, kończąc(mam nadzieję) studia. Co poza tym? Nie zdradzę o sobie wszystkiego na pierwszej randce.

Życie nie jest łatwe. Łatwiejsze byłoby w samotności. Nie zawieźć rodziców, nie mieć nieustających wątpliwości. Miłość, jest zachłanna, szuka ofiary, rozdziera serca i plącze myśli. Mąci życie, choć wciąż nie wiadomo, czy na prawdę istnieje. Może nie jestem zdolny kochać. Czym jest miłość? Pierwszymi chwilami, kiedy jest tak dobrze? Może zakochanie to jedyna forma miłości, jakiej jesteśmy w stanie doświadczyć? Kiedy jest się z kimś długo, zakochanie mija, skąd wiemy, że jedyne co nie pozostaje to nie przyzwyczajenie? W czym wtedy przejawia się miłość? W tym, że jesteśmy w stanie poświęcić wszystko dla TEJ drugiej osoby? Przecież wszystko zależy od tego, jaki człowiek jest. Niektórzy nie są zdolni do niewielkich poświęceń, nawet po kilku latach, kiedy inni poświęcają całe swoje życie innej osobie- często, jeszcze jej nie znając. Czy ci pierwsi nie kochają, a ci drudzy aż nadto? Nie można tak klasyfikować uczuć. Wszystko jest zależne, uczucia, w tym miłość, też.

Mimo, że przechodzę przez mroczny okres zwątpienia w miłość, wciąż w nią wierzę. Pamiętam jak kiedyś wciąż zacięcie broniłem miłości. "Kwiat, na polanie pełnej chwastów. Jasny księżyc w noc tak ciemną, jakby gwiazdy zostały skradzione. Płomień, gdy zamarzasz. Ochłoda na pustyni. SENS ŻYCIA. Słodycz nie do opisania...".
Mogę się opiekować. Mogę dawać zbliżenia, całować, mówić słodkie słówka, poświęcić niemal wszystko, ale czy kocham?

Istnieje przeznaczenie? W to też wierzyłem. Teraz sam już nie wiem. Przecież wszystko to tylko gierki naszego umysłu, odczucie emocji. Tęsknota nie świadczy o miłości. Z tysiąca byłych kobiet, jedna wydaje się wyróżniać. Śnisz o niej i nie jesteś w stanie zapomnieć. Myślisz sobie: "to ta jedyna", ale może to tylko nasza chora wyobraźnia? Może po prosu chcemy być tragicznymi bohaterami, jesteśmy zakochani w samej idei przeznaczenia i w tym, że jest ktoś obiecany, kto zapewni nam "...i żyli długo i szczęśliwie".

Nie chce ranić. Nie chcę do tego dopuścić. Czy trzymanie przy sobie kogoś, po kim widać, że ma wciąż wątpliwości, jest mądre? Taka sytuacja, rani obie strony. Kiedy za wszelką cenę starasz się nie zranić nikogo w około, ranisz sam siebie, bo nie zdarzają się na tym popieprzonym świecie sytuacje idealne.

Obowiązki wzywają. Do usłyszenia Szczecinie, moje, martwe miasto. Polsko, moja ojczyzno, którą kocham i której nienawidzę.