O mnie

Szczecin, Poland
Jestem zawsze trochę z boku. Wolę tworzyć w głowie wizję świata i nią żyć, niż poddawać się morderczemu działaniu szarej rzeczywistości. Staram się nie podchodzić do życia zbyt serio, nie przejmować się tym, co myślą o mnie ci, na których mi nie zależy. Lubię deszcz. Piszę bo lubię.

środa, 10 sierpnia 2011

-Life, would you give me a second chance? -Fuck off bitch!!

Co mi powiesz dziś, o losie? Na linie obojętności kroczysz mój drogi, pod tobą przepaść rozpaczą przepełniona, nad tobą chmury. Zasłoniły dobre i szczęśliwe. Dni twojej równowagi się kończą, spadniesz niechybnie, a w żałosnej próbie ratunku pomóc ci może tylko słońce, tak ogromne, ciepłe i radosne. Zarzucaj haczyki rąk, chwytaj kolejne dni, choć przynętę ci skradziono. Przestań płakać, bo łzy zniekształcają obraz, zacznij wyć wściekle i pokaż swą potęgę. Daj się porwać nieznanemu, zacznij biec, lina szybko płonie. Sam iskrami bezsilności tworzysz płomienie, sam kłodami pod nogi rzucasz, nie potknij się, bo już otchłań wysłała swoich zabójców.

Życie płynie, nie rozpieszcza. Co lekarstwem na nasze rany? Znajdziesz miłość, trzymaj mocno, lecz uważaj na swe objęcia, gdyż miłość nie lubi fetyszu podduszania. Niczym motyl w garści. Znajdziesz pasję, poświęć się, poświęć jej pot i krew, dorzuć czasem łzy. Może wiara Cię napędza, daj się jej ponieść, tylko pamiętaj o rozsądku, nie przedawkuj bogobojny, bo za fanatyzm kiedyś zawiśniesz. Nie masz celu, ani wiary, miłość Cię omija i pasja unika? Giń w męczarniach nieudaczniku, albo weź się w garść. Złap życie, jak umiesz najmocniej. Odwagi Ci brak? Co masz kurwa do stracenia? Drugich szans nie będzie.

niedziela, 27 marca 2011

take me to the promised land

Największym moim problemem, jako tego, który chce zostać pisarzem, jest moja natura słuchacza. Na początku słucham ludzi, mówię dopiero wtedy, gdy uformowane już słowa, chcą uwolnić się z mojego otworu gębowego. Nie jest jednak tak, że mówię w takim razie same mądre rzeczy, nie, nie. Widocznie nie mam za wiele do powiedzenia. Więc co mam pisać? Z pisaniem jest inaczej. Nad każdym słowem możesz się zastanowić, obejrzeć je z każdej strony i sprawić, żeby wypowiedź płynąca z Twojego IP, brzmiała niesamowicie mądrze. Czy to czyni pisarza, że umie uformować piękną sentencję, myśląc nad nią godzinę? Dla mnie, pisarzem jest każdy, kto pisze emocjami. Komu wpada do głowy następne zdanie, albo i dziesięć i przyspiesza stukanie palcami w klawiaturę, żeby wszystko jak najprędzej zapisać. To niesamowicie wyzwalające i przyjemne, kiedy po takiej fali natchnienia spoglądasz na to co napisałeś i wiesz, że jest to dobre, że się do czegoś nadaje, że możesz oprawić i sprzedać, albo kliknąć "publikuj".
Dawno tak nie miałem. Kolejna rzecz, która odchodzi, zostawiając mnie w ogrodzie martwych marzeń.
Przyjemnie się staczać z górki.

piątek, 25 marca 2011

Nothing is certain but death and taxes.

Wiara.

          Jeśli nie wierzyć w piekło i niebo, albo inne, równie dające poczucie sprawiedliwości, czy choćby ukojenia, zakończenie naszego żywota, życie ogranicza się do pobytu na Ziemi. Nie biorąc pod uwagę wszystkich tych satysfakcjonujących wizji, które mogą nadać życiu sens, musimy odnaleźć coś przyziemnego, dla czego warto istnieć. W co powinniśmy wierzyć, tu i teraz.
          Żyjąc z dnia na dzień, odrzucając marzenia, mało prawdopodobne zdarzenia, jesteśmy skazani na twardą rzeczywistość. Nie od dziś wiadomo, że życie jest ciężkie, nie daje nam tego, czego potrzebujemy i pragniemy. Zabiera nam bliskich, w bardziej, lub mniej subtelny sposób. Odcina drogi ucieczki, zasłania perspektywy, rzuca kłody pod nogi, a czasem, wręcz zabiera nam spod nich grunt. Jest niesprawiedliwe, dla każdego zupełnie inne. Niektórzy doznają łaski poznania w bólu, inni w szczęściu, a jeszcze inni są ślepcami, kroczącymi nieświadomie po świecie. Jeszcze ciężej być, nie tworząc wewnętrznego świata, w którym jesteśmy tacy, jakimi zawsze chcieliśmy siebie widzieć. Gdzie wszystko wychodzi tak, jak planujemy i marzymy. Ludzi, którzy za mocno zaczęli przenikać do alternatywnego świata, nazywamy psychicznymi. Trzeba odnaleźć złoty środek, bo jeśli z kolei wyrzekniemy się swojego wnętrza, staniemy bezbronnie przed światem, jak wspomniałem, umiarkowanie wyrozumiałym. Warto marzyć i wyobrażać sobie pozytywne scenariusze, bo bez tego, przetrwanie w zdrowiu mentalnym staje się niemal niemożliwe. Negowanie możliwości wystąpienia pozytywnych, lecz mało prawdopodobnych zdarzeń, jest domeną pesymistów. Często słyszę ich tłumaczenie, że przynajmniej się nie zawiodą. Mówią, że jeśli optymista, nie przygotowany na porażkę, doświadczy jej, załamie się. Skrajny optymista jednak w moim mniemaniu, zobaczy nawet w porażce coś pozytywnego. Żyjemy jednak w świecie, gdzie skrajności występują nader rzadko. Każdy z nas ma w sobie trochę z optymisty, trochę z pesymisty i moim zdaniem to się nazywa realizm. Jest jeszcze inne podejście. Człowiek, zupełnie zdany na siebie, a przynajmniej tak lubi wierzyć- we wszystkim i wszystkich na około widzi czynniki, które pragną mu zaszkodzić. Typowy przykład: pokal, z piwem do połowy objętości. Optymista- pokal jest w połowie pełny. Pesymista- pokal jest w połowie pusty. Człowiek zdany na siebie- co za sukinsyn wypił mi pół piwa?
          A teraz pytanie konkursowe: O co mi chodzi? Bo tak na prawdę sam nie wiem. Nie mam pojęcia po co piszę tak wiele oczywistości. Co powinienem pisać? Czy w ogóle? Czy tekst napisany na siłę, nadal stanowi jakąkolwiek wartość? Chcę być pisarzem z wygody, czy z powołania? 

          Co do mojego życia, studiuję, dorabiam, wcielam się w życie wyimaginowanych postaci, nie mam pasji w życiu, tym bardziej do życia. 

"        zmuszając tym świat, do ciągłego obrotu, przyspieszając czas. Pracują żeby coś zjeść, jedzą żeby móc dalej pracować. Nie świadomi swojej egzystencji, mijają, jak pory roku. Bez prawdziwej radości, bez ryzyka.           "  

fragment Prowokatora.

czwartek, 24 lutego 2011

Come what may

Odwiedziliście mnie 500 razy. Miła liczba dla oka. 

Co do mojego życia.
Poprawiłem się. Stałem się twardszy. Na studiach nie najgorzej, choć wciąż mnie męczy sesja. Co do miłości? Według Chrystiana z Moulin Rouge:


Above all things I believe in love.
Love is like oxygen.
Love is a many-splendored thing.
Love lifts us up where we belong.
All you need is love!

A Według mnie? Nie mogę się z nim nie zgodzić. Kiedy rozgości się w nas prawdziwa, głęboka, nieogarnięta i tak niemożliwie silna miłość, nic więcej nam nie potrzeba. 
Na pewno?

The greatest thing you'll ever learn, is just to love and be loved in return.

Miłość z wzajemnością, daje nam siłę.

A girl has got to eat!
or she'll end up on the street!
Love is just a game. 

Wolę być nazywanym naiwnym głupcem, niż porzucić nadzieję. Wierzę w przeznaczenie, w to, że wszystko dzieje się tak, jak powinno się dziać. Nie czuję się przez to jakoś ograniczony, bo ktokolwiek sobie rozplanował to całe przeznaczenie, był geniuszem i wziął mój charakter pod uwagę, może Twój też. Dlatego nie ma co winić przeznaczenia, czy jakiejkolwiek Siły Wyższej, jeśli cierpimy z powodu swojego charakteru, wad, czy błędów. Oczywisty jest żal człowieka, który ma pod górkę z założenia. Urodził się i zamiast uczyć się chodzić, musiał nauczyć się jeździć na wózku. Jaką przewagę powinno się traktować nawet to, że ktoś urodził się urodziwy. Nie mówię o urodzie modelki, tylko o zwyczajnym nie byciu brzydkim. Osoba obdarzona, nie przeciętnie okropną urodą, a niesamowitą inteligencją, ma trudniej w kontaktach z ludźmi, niż piękny półgłówek. Lubimy wtedy wytłumaczyć sobie, że przecież miejsce mądrego jest przy książkach, a pięknego wśród ludzi. Najpewniej osoby omijane wzrokiem i szerokim łukiem, też mają swoje marzenia i fantazje romantyczno-erotyczne o tych samych aktorach, piosenkarzach, czy nawet kolegach/koleżankach z klasy co ludzie ładni. Mamy cud cywilizacyjny, jakim są operacje plastyczne, jednak czy to nadal jesteśmy my? Urodziłem się brzydki, ale stałem się piękny po trzydziestu dziewięciu operacjach plastycznych i z dzwonnika z Notre dame, stałem się rozchwytywanym playboyem. "Czy moja psychika dojrzała, żeby umieć to wykorzystać w odpowiedni sposób", "czy na pewno na to zasłużyłem" i miliard innych pytań przychodzi do inteligentnej głowy. Wszystko zależy od charakteru. Tak samo, całe życie na Ziemi patrząc pod kontem chrześcijańskiej wiary w niebo i piekło jest bez sensu. Rodzimy się w jakichś warunkach, z jakimś zestawem genów. Oczywiście, idąc drogą życia musimy podjąć miliard decyzji, ale na 99% z nich będzie miał wpływ nasz charakter, ukształtowany przez środowisko w jakim się obracaliśmy i dalej się kręcimy, więc, tak jak jedna osoba rodzi się z idealnymi predyspozycjami na Matkę Teresę, tak w sąsiedniej wiosce urodził się kandydat na Adolfa Hitlera. Nie mamy za dużego wyboru. Postarajmy się więc, żeby ten 1% stanowiły słuszne wybory.
A co do miłości? Łamię serca i nie umiem oddać komuś swojego. Pora pocierpieć samotność. 

Dzięki za zaglądanie tu.

wtorek, 25 stycznia 2011

Do think twice.

Tak jak mówi piosenka "Billie Jean" M.J. "pomyśl dwa razy". Jak wiele rzeczy robimy nie myśląc o konsekwencjach. Palimy, pijemy, wiedząc, że to szkodliwe dla naszego zdrowia. To tylko przykłady, bo takich zachowań przyjemnych i nie do końca wskazanych jest milion. Czy to źle, że ulegamy naszym słabościom? Sam nie wiem. Niby trzeba być silnym i mieć silną silną wolę, ale o ile przyjemniejsze jest życie, kiedy trochę podtrujemy się alkoholem, albo staniemy na krawędzi ryzyka i głupoty. Jestem zwolennikiem czerpania z życia pełną garścią, doświadczenia wszystkiego, czego możemy doświadczyć. Jednak działanie na oślep, bez zasad, czyni z nas zwierzęta i to bardzo głupie, bo w końcu nie po to mamy rozum, żeby z niego nie korzystać. Muszę napisać krótką pracę, na kształt pracy dyplomowej- w ramach ćwiczenia warsztatu. Nie jestem zapalonym informatykiem, dlatego skorzystałem z możliwości wybrania dowolnego tematu i staram się przybliżyć, czytelnikowi mojej pracy sprawę moralności. Rozróżnienia dobra od zła. Pomoce naukowe:
            -Papierosy
            -Wódka z jakimś energy drinkiem.
            Wkleję wstęp do mojej pracy.


            Odwieczny problem dotyczący rozróżnienia dobra od zła nie został jednoznacznie rozwiązany. Autorzy tekstów na ten temat, uzależniają postrzeganie tych dwóch stron od moralności. Definiowanie tej ostatniej jest jednak zależne od prądów filozoficznych, wiary, poglądów, wychowania i temu podobnych rzeczy. W swojej pracy pokieruję się interpretacjami moralności, dokonanymi przez trzech filozofów. Natomiast w samym przedstawieniu tematu pomoże mi „... Bardzo krótkie wprowadzenie do filozofii”.
            Nagel w swojej książce nie pisze o własnych poglądach, ale krótko przedstawia tematykę, z jaką ma się styczność, przy studiowaniu dzieł filozoficznych. Podaje przykłady na każdy temat i wyciąga wnioski. Jeden z rozdziałów książki poświęcony jest właśnie problemowi rozróżnienia dobra od zła. Po zadaniu jakiegoś zagadnienia niejednoznacznego moralnie, rozważa je, pod kontem różnych czynników, jakie wpływają na samego czyniącego i pokazuje czytelnikowi, jak jeden czyn, w zależności od sytuacji, można brać za dobry, albo zły. Krótkie sceny przedstawiane przez Nagela, świetnie pokazują jak wiele zależy nie tylko od samych okoliczności, ale i od odczuć moralnych. Ogólnie rzecz biorąc, jeden czyn, może być uważany za cnotliwy przez jednego człowieka, a w oczach drugiego, wyglądać zupełnie plugawo. Wszystkie nasze oceny moralne są, więc subiektywne, ale istnieją standardy, ogólnie przyjęte przez społeczeństwo. To znowu nie jest tak proste, jak się wydaje, bo moralność społeczna zależy od samego społeczeństwa. Odmienna była sto, jeszcze inna tysiąc lat temu, a i w naszych czasach, ale w różnych krajach, co innego jest potępiane i uważane za złe. Standardy społeczne wynikają z obowiązującego prawa, z tradycji, przewagi wyznawców jednej religii i tak dalej. 

             Tak więc nie można jednoznacznie określić czy to co robimy jest dobre czy złe. Każdy musi wykształcić w sobie odczucia co do czyjegoś, bądź swojego czynu i stwierdzić jego przynależność moralną.

            Chciałbym krzyczeć. Być głosem młodych ludzi. Chcę pokazać wszystkim, jak powinni żyć. Pomagać i podpowiadać. Nie mogę. Po pierwsze dlatego, że nikt mnie nie słucha. Po drugie, bo każdy musi przejść po swojej ścieżce. W żaden inny sposób nie nauczy się lepiej, niż samemu przeżywając wszystko, co przeżyć musi. Ból jest dobrym nauczycielem, ale nie tylko on, obok niego są uśmiechy innych ludzi, współczucie. Każde doświadczenie zostawia w nas ślad, nikt nie może za nas przeżyć życia. Cieszę się z możliwości jakie dostałem. Wielu ludzi nie ma nawet szansy popełniać błędów i uczyć się życia.
            Więc. Myślmy co robimy, żeby nie krzywdzić nie potrzebnie. Nie płaczmy nad błędami, tylko czerpmy z nich naukę i nie popełniajmy ich więcej. Stawmy czoło swoim czynom, nie chowajmy głowy w piach i ponieśmy konsekwencję swoich działań. Sprawmy komuś radość i cieszmy się razem z nim. Kochajmy całym sercem i ufajmy. Nie dopuszczajmy do siebie nienawiści. A jeśli już rozgości się w nas, to postarajmy się ją rozpracować, jak problem, dogadajmy się z drugą osobą, a jeśli się nie da, jeśli sytuacja jest zbyt popieprzona, odwróćmy się i pójdźmy w swoją stronę, a kiedy będziemy gotowi, wybaczmy.
             Przepraszam za ten potok nie przefiltrowanych myśli. Uciekły mi spod palców. A wszystko dlatego, że wcale nie jestem pisarzem. Nie mam talentu do opisywania, do przekazywania swoich myśli. Nie mógłbym pisać jak prawdziwy pisarz na maszynie, bo zawsze tysiąc razy poprawiam swoje teksty. Nie umiem pisać dobrze. Umiem przeczytać jakiś tekst i wiem co jest w nim źle, wiem co trzeba poprawić, przerobić, usunąć, dodać, żeby lepiej się to czytało. Więc powiedzmy, że mam łeb na karku, poziom inteligencji nie poniżej średniej, ale talentu za grosz. Chyba czas sobie to przyznać. A może chodzi tylko o wyobraźnię... Chciałbym usłyszeć Wasze opinie, co do treści tego akapitu. Umiem przyjmować krytykę negatywną, lepiej od pozytywnej, bo zawsze widzę w pozytywnej zakłamanie, a negatywna rani moje ego. Umawiamy się na szczerość? Ok? Ile mogę trzymać rękę. Cholera.
            U mnie ok. Nie mam czasu na pisanie not.