O mnie

Szczecin, Poland
Jestem zawsze trochę z boku. Wolę tworzyć w głowie wizję świata i nią żyć, niż poddawać się morderczemu działaniu szarej rzeczywistości. Staram się nie podchodzić do życia zbyt serio, nie przejmować się tym, co myślą o mnie ci, na których mi nie zależy. Lubię deszcz. Piszę bo lubię.

piątek, 25 marca 2011

Nothing is certain but death and taxes.

Wiara.

          Jeśli nie wierzyć w piekło i niebo, albo inne, równie dające poczucie sprawiedliwości, czy choćby ukojenia, zakończenie naszego żywota, życie ogranicza się do pobytu na Ziemi. Nie biorąc pod uwagę wszystkich tych satysfakcjonujących wizji, które mogą nadać życiu sens, musimy odnaleźć coś przyziemnego, dla czego warto istnieć. W co powinniśmy wierzyć, tu i teraz.
          Żyjąc z dnia na dzień, odrzucając marzenia, mało prawdopodobne zdarzenia, jesteśmy skazani na twardą rzeczywistość. Nie od dziś wiadomo, że życie jest ciężkie, nie daje nam tego, czego potrzebujemy i pragniemy. Zabiera nam bliskich, w bardziej, lub mniej subtelny sposób. Odcina drogi ucieczki, zasłania perspektywy, rzuca kłody pod nogi, a czasem, wręcz zabiera nam spod nich grunt. Jest niesprawiedliwe, dla każdego zupełnie inne. Niektórzy doznają łaski poznania w bólu, inni w szczęściu, a jeszcze inni są ślepcami, kroczącymi nieświadomie po świecie. Jeszcze ciężej być, nie tworząc wewnętrznego świata, w którym jesteśmy tacy, jakimi zawsze chcieliśmy siebie widzieć. Gdzie wszystko wychodzi tak, jak planujemy i marzymy. Ludzi, którzy za mocno zaczęli przenikać do alternatywnego świata, nazywamy psychicznymi. Trzeba odnaleźć złoty środek, bo jeśli z kolei wyrzekniemy się swojego wnętrza, staniemy bezbronnie przed światem, jak wspomniałem, umiarkowanie wyrozumiałym. Warto marzyć i wyobrażać sobie pozytywne scenariusze, bo bez tego, przetrwanie w zdrowiu mentalnym staje się niemal niemożliwe. Negowanie możliwości wystąpienia pozytywnych, lecz mało prawdopodobnych zdarzeń, jest domeną pesymistów. Często słyszę ich tłumaczenie, że przynajmniej się nie zawiodą. Mówią, że jeśli optymista, nie przygotowany na porażkę, doświadczy jej, załamie się. Skrajny optymista jednak w moim mniemaniu, zobaczy nawet w porażce coś pozytywnego. Żyjemy jednak w świecie, gdzie skrajności występują nader rzadko. Każdy z nas ma w sobie trochę z optymisty, trochę z pesymisty i moim zdaniem to się nazywa realizm. Jest jeszcze inne podejście. Człowiek, zupełnie zdany na siebie, a przynajmniej tak lubi wierzyć- we wszystkim i wszystkich na około widzi czynniki, które pragną mu zaszkodzić. Typowy przykład: pokal, z piwem do połowy objętości. Optymista- pokal jest w połowie pełny. Pesymista- pokal jest w połowie pusty. Człowiek zdany na siebie- co za sukinsyn wypił mi pół piwa?
          A teraz pytanie konkursowe: O co mi chodzi? Bo tak na prawdę sam nie wiem. Nie mam pojęcia po co piszę tak wiele oczywistości. Co powinienem pisać? Czy w ogóle? Czy tekst napisany na siłę, nadal stanowi jakąkolwiek wartość? Chcę być pisarzem z wygody, czy z powołania? 

          Co do mojego życia, studiuję, dorabiam, wcielam się w życie wyimaginowanych postaci, nie mam pasji w życiu, tym bardziej do życia. 

"        zmuszając tym świat, do ciągłego obrotu, przyspieszając czas. Pracują żeby coś zjeść, jedzą żeby móc dalej pracować. Nie świadomi swojej egzystencji, mijają, jak pory roku. Bez prawdziwej radości, bez ryzyka.           "  

fragment Prowokatora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz