Jak w temacie- koniec roku. Czas podsumowań. Wena spływa najobficiej na tych, którzy jej szukają. Rozmawiają sami ze sobą, szukają sensu we wszystkim i mają na to dużo czasu. Pracownik miesiąca podbijający każdego dnia kartę nie będzie dobrym pisarzem, ani kochankiem- odsyłam do Bukowskiego (już nie pamiętam która książka, czyżby Listonosz?). Dla mnie 2013 był pierwszym rokiem niekończącej się 8-godzinnej zmiany z przerwami w weekend. Jest lepiej niż myślałem. Jako zadowolony trybik wielkiej machiny nie pocę się krwią. Właściwie nie mam czasu rozmyślać. Jestem na to zbyt zmęczony. Czy znacząca część moich poglądów umarła wraz z wejściem w kolejny etap życia? Nie, wciąż marzę o byciu wolnym od systemu, od chorego sposobu zarządzania tym pięknym krajem, smrodu, obowiązków. Wciąż marzy mi się kariera pisarza, przyrodnika, właściciela winnicy rodzącej najznamienitsze wina świata. Praca odbiera jednak poczucie sensu takich marzeń, uderza nas twardą pięścią rzeczywistości. Nie rezygnuję jednak i walczę, wymyślam wciąż nowe sposoby wyrwania się z tego marazmu codzienności. Dużym ograniczeniem w realizacji wysnutych planów jest przywiązanie. Przywiązanie do ludzi, miejsc, komfortu cywilizacji. Pozostaje nam pracować i marzyć, a kiedy nadarzy się okazja- skorzystać z niej, oczywiście odpowiedzialnie ważąc czy nie zrobimy komuś krzywdy.