Praca Szymona, choć wymagała
umiejętności programowania, nie była bardzo skomplikowana. Przez większość
czasu siedział on i pilnował, żeby program działał i nie zatrzymał się na
jakimś błędzie podczas wykonywania procesu. Po tygodniu już był tak znudzony
przyglądaniem się wyskakującym i znikającym okienkom na ekranie monitora, że
nawet niezwykle popularne portale społecznościowe, rozrywkowe, czy informacyjne
nie mogły pobudzić jego uśpionego umysłu. Zaczął szukać w ocenie Internetu
ciekawych artykułów naukowych. Jego uwagę przykuła tematyka niemal niemożliwa
do pojęcia dla jego przeciętnego umysłu. Fizyka kwantowa wymaga zupełnie
odmiennego toku rozumowania, niż ten, przy standardowych technologiach
cyfrowych. Pierwszą przeszkodą była jego słaba znajomość i zrozumienie
zaawansowanej fizyki i matematyki. Nowa królowa nauk przyniosła teorie,
niewyobrażalne dla większości ludzi. Bo jak to możliwe, żeby czas nie był
stały, a jego wykresem nie była linia prosta? Istnienie niektórych obiektów w
dwóch miejscach jednocześnie było możliwe, tak samo jak jego znikanie i
pojawianie się w zupełnie innym, często niewyobrażalnie odległym miejscu, kto
wie, może i czasie. Im głębiej Szymon badał temat, czytając artykuły
przeznaczone dla laików, tym bardziej się nim fascynował i coraz mniej
rozumiał. Prowadził długie dyskusje z Michałem, bo jak się okazało, ten
zagłębiał się w tą tematykę już od dawna.
Siedział znudzony i
przerywając co chwila czytanie książki Bukowskiego spoglądał na wirtualki,
sprawdzając czy wszystko jest ok. Rzadko jak na możliwości tej edycji
wyskakiwały błędy, ale w końcu zakładały się tylko usługi telefonów
stacjonarnych, trudno o łatwiejszy proces. Napisała Danuśka, że nie może się
dzisiaj spotkać. Spoko i tak robię
nadgodziny, więc pewnie nie będę miał siły.- pomyślał.
Pomimo, że od ciągłego siedzenia łupały go plecy,
trwał w swoistym braku energii i nawet wyjście na papierosa było wysiłkiem do
którego trzeba było się motywować przez jakiś czas. W końcu wyciągnął Michała
na szluga, a po drodze skoczył do kibla się odlać. Długo gadali o fizyce
kwantowej. Po stwierdzeniu, że według tej nauki równie prawdopodobne, że
wszystko co uważamy za materię, może być projekcją na poziomie kwantowym,
stwierdzili, że takich rozmów nie prowadzi się bez narkotyków i wrócili do pracy. Po powrocie zabrał się do konsumpcji kolejnej bułki, tak pieczołowicie
z rana przygotowanej. Czosnkowo- ostry sos na bazie majonezu pasował niemal do
każdej kompozycji. Po pracy kupił rzeczy zapisane skrupulatnie na liście
zakupów i dodał od siebie jeszcze dwa browary. Zrobił obiad wymagający niemałej
ilości pracy i jak zawsze przeliczył się z ilością. Gotowanie dla jednej osoby,
szczególnie dla samego siebie często cierpi na problemy z liczeniem. Kolejne
dwa browary i kolejne dwa. Kąpał się śpiewając mimo późnej godziny.
- Mógłbyś trochę ciszej? – współlokator od którego z
pokoju Szymon uciekł walił w drzwi.
- Jutro wyjeżdżasz? – zapytał chwiejąc się w wannie.
- Tak. Dlatego chcę się wyspać.
- No to.. Traktuj moje śpiewanie jak zieloną noc.
- Człowieku, nie jesteś dzieckiem, a to nie jest
kolonia, bądź ciszej.
- Kolonia… Coo? Czemu akurat kolonia?
- Tam przecież się robi zieloną noc. – usłyszał zza
drzwi.
- Zielona noc dotyczy wszechświata a nie jakiejś
kolonii.- Odparł Szymon całkiem przekonany o swojej racji. Woda z słuchawki
prysznica głośnym chlustem wpadała do niemal wypełnionej już wanny. -
Jak przylecą kosmici i pomimo, że wszystko mówi, że powinni nas zniszczyć, to
oni będą pokojowo nastawieni i w nocy, przed dniem ich odlotu myślisz, że co
się będzie działo? Obraziliby się, gdybyśmy odpuścili sobie tradycję zielonej
nocy, i by nas zniszczyli. Tradycja ta zobowiązuje nas, żeby nasmarować im statek
pastą do zębów, wleźć pod prysznic i głośno śpiewać. Ja walczę tu o ludzkość.
- Jesteś nienormalny. Idę spać. – Poszedł. – KURWA!!!
CO TO JEST!! – Szymon usłyszał jego wrzask. Planował przybrać sam przed sobą
zdziwioną minę, ale nie wytrzymał i parsknął śmiechem. – Chyba sobie jaja
robisz, nasmarowałeś mi klamkę pastą do zębów? Kurwa, człowieku, lecz się!!!
Wrócił do pokoju i zapadł w nicość. Lenistwo osiągało
w jego życiu apogeum. Nic nie tworzył. Tylko pił.
Następnego
dnia żałował, że tak potraktował swojego współlokatora, jeszcze mocniej
żałował, że wypił aż tyle. Praca ciągnęła się jak flaki z olejem, a na dodatek
sen co chwila zamykał jego powieki. Doczołgał się do końcówki roboty, żeby ostatkiem
sił zdążyć na pociąg. Zło, które wyrządził wczoraj wróciło do niego. W połowie
drogi przysiadła się do niego stara, pijana i gruba baba. Śmierdziała, jak
pierwszorzędny pracownik gorzelni. Całe szczęście zbyt wiele nie mówiła, bo
wciąż spała, ale z każdą chwilą przechylała się niebezpiecznie w kierunku
Szymona. Zanim uciekł, niemal zgnieciony przez tą piękność, zdążył zauważyć, że
wypukłość jej piersi jest znacznie mniejsza od dwóch niższych fałd tłuszczu.
Wrócił
do Ali i zasnął spokojnie.
A jednak się doczekałam. Miło. Czekam na kolejną część i tak jak wtedy- życzę powodzenia Krzyśku!
OdpowiedzUsuń