O mnie

Szczecin, Poland
Jestem zawsze trochę z boku. Wolę tworzyć w głowie wizję świata i nią żyć, niż poddawać się morderczemu działaniu szarej rzeczywistości. Staram się nie podchodzić do życia zbyt serio, nie przejmować się tym, co myślą o mnie ci, na których mi nie zależy. Lubię deszcz. Piszę bo lubię.

piątek, 14 listopada 2014

Więzień Systemu cz. III

       Praca Szymona, choć wymagała umiejętności programowania, nie była bardzo skomplikowana. Przez większość czasu siedział on i pilnował, żeby program działał i nie zatrzymał się na jakimś błędzie podczas wykonywania procesu. Po tygodniu już był tak znudzony przyglądaniem się wyskakującym i znikającym okienkom na ekranie monitora, że nawet niezwykle popularne portale społecznościowe, rozrywkowe, czy informacyjne nie mogły pobudzić jego uśpionego umysłu. Zaczął szukać w ocenie Internetu ciekawych artykułów naukowych. Jego uwagę przykuła tematyka niemal niemożliwa do pojęcia dla jego przeciętnego umysłu. Fizyka kwantowa wymaga zupełnie odmiennego toku rozumowania, niż ten, przy standardowych technologiach cyfrowych. Pierwszą przeszkodą była jego słaba znajomość i zrozumienie zaawansowanej fizyki i matematyki. Nowa królowa nauk przyniosła teorie, niewyobrażalne dla większości ludzi. Bo jak to możliwe, żeby czas nie był stały, a jego wykresem nie była linia prosta? Istnienie niektórych obiektów w dwóch miejscach jednocześnie było możliwe, tak samo jak jego znikanie i pojawianie się w zupełnie innym, często niewyobrażalnie odległym miejscu, kto wie, może i czasie. Im głębiej Szymon badał temat, czytając artykuły przeznaczone dla laików, tym bardziej się nim fascynował i coraz mniej rozumiał. Prowadził długie dyskusje z Michałem, bo jak się okazało, ten zagłębiał się w tą tematykę już od dawna.
       Siedział znudzony i przerywając co chwila czytanie książki Bukowskiego spoglądał na wirtualki, sprawdzając czy wszystko jest ok. Rzadko jak na możliwości tej edycji wyskakiwały błędy, ale w końcu zakładały się tylko usługi telefonów stacjonarnych, trudno o łatwiejszy proces. Napisała Danuśka, że nie może się dzisiaj spotkać. Spoko i tak robię nadgodziny, więc pewnie nie będę miał siły.- pomyślał.
                Pomimo, że od ciągłego siedzenia łupały go plecy, trwał w swoistym braku energii i nawet wyjście na papierosa było wysiłkiem do którego trzeba było się motywować przez jakiś czas. W końcu wyciągnął Michała na szluga, a po drodze skoczył do kibla się odlać. Długo gadali o fizyce kwantowej. Po stwierdzeniu, że według tej nauki równie prawdopodobne, że wszystko co uważamy za materię, może być projekcją na poziomie kwantowym, stwierdzili, że takich rozmów nie prowadzi się bez narkotyków i wrócili do pracy. Po powrocie zabrał się do konsumpcji kolejnej bułki, tak pieczołowicie z rana przygotowanej. Czosnkowo- ostry sos na bazie majonezu pasował niemal do każdej kompozycji. Po pracy kupił rzeczy zapisane skrupulatnie na liście zakupów i dodał od siebie jeszcze dwa browary. Zrobił obiad wymagający niemałej ilości pracy i jak zawsze przeliczył się z ilością. Gotowanie dla jednej osoby, szczególnie dla samego siebie często cierpi na problemy z liczeniem. Kolejne dwa browary i kolejne dwa. Kąpał się śpiewając mimo późnej godziny.
                - Mógłbyś trochę ciszej? – współlokator od którego z pokoju Szymon uciekł walił w drzwi.
                - Jutro wyjeżdżasz? – zapytał chwiejąc się w wannie.
                - Tak. Dlatego chcę się wyspać.
                - No to.. Traktuj moje śpiewanie jak zieloną noc.
                - Człowieku, nie jesteś dzieckiem, a to nie jest kolonia, bądź ciszej.
                - Kolonia… Coo? Czemu akurat kolonia?
                - Tam przecież się robi zieloną noc. – usłyszał zza drzwi.
           - Zielona noc dotyczy wszechświata a nie jakiejś kolonii.- Odparł Szymon całkiem przekonany o swojej racji. Woda z słuchawki prysznica głośnym chlustem wpadała do niemal wypełnionej już wanny. - Jak przylecą kosmici i pomimo, że wszystko mówi, że powinni nas zniszczyć, to oni będą pokojowo nastawieni i w nocy, przed dniem ich odlotu myślisz, że co się będzie działo? Obraziliby się, gdybyśmy odpuścili sobie tradycję zielonej nocy, i by nas zniszczyli. Tradycja ta zobowiązuje nas, żeby nasmarować im statek pastą do zębów, wleźć pod prysznic i głośno śpiewać. Ja walczę tu o ludzkość.
                - Jesteś nienormalny. Idę spać. – Poszedł. – KURWA!!! CO TO JEST!! – Szymon usłyszał jego wrzask. Planował przybrać sam przed sobą zdziwioną minę, ale nie wytrzymał i parsknął śmiechem. – Chyba sobie jaja robisz, nasmarowałeś mi klamkę pastą do zębów? Kurwa, człowieku, lecz się!!!
                Wrócił do pokoju i zapadł w nicość. Lenistwo osiągało w jego życiu apogeum. Nic nie tworzył. Tylko pił.
Następnego dnia żałował, że tak potraktował swojego współlokatora, jeszcze mocniej żałował, że wypił aż tyle. Praca ciągnęła się jak flaki z olejem, a na dodatek sen co chwila zamykał jego powieki. Doczołgał się do końcówki roboty, żeby ostatkiem sił zdążyć na pociąg. Zło, które wyrządził wczoraj wróciło do niego. W połowie drogi przysiadła się do niego stara, pijana i gruba baba. Śmierdziała, jak pierwszorzędny pracownik gorzelni. Całe szczęście zbyt wiele nie mówiła, bo wciąż spała, ale z każdą chwilą przechylała się niebezpiecznie w kierunku Szymona. Zanim uciekł, niemal zgnieciony przez tą piękność, zdążył zauważyć, że wypukłość jej piersi jest znacznie mniejsza od dwóch niższych fałd tłuszczu.
       Wrócił do Ali i zasnął spokojnie.

1 komentarz:

  1. A jednak się doczekałam. Miło. Czekam na kolejną część i tak jak wtedy- życzę powodzenia Krzyśku!

    OdpowiedzUsuń