Rozleniwiłem się. Nie chodzi nawet o to, że niczego nie trenuję, że za dużo jem, palę, piję, za dużo siedzę i za mało myślę. Chodzi o to, że gdzieś po drodze do samopoznania zgubiłem siebie. Wygoda otacza nas ze wszystkich stron. Nie pozwalamy myślom i wyrzutom sumienia rozlać się emocjami po naszej duszy. Odcinamy się od cierpienia, odpowiedzialności, a w naszych piersiach serce zamarza na kamień. Ciągle uważam, że najważniejszym katalizatorem naszej przemiany na drodze ku ideałowi jestestwa, jest cierpienie. To ono kształtuje nasz charakter. Jeśli amputujemy krzywdy i nie rozczulimy się nad bólem, grozi nam zatrzymanie w miejscu. Wygodnie siedząc, będziemy podziwiali płonący świat, żartując, kpiąc i wyśmiewając. Odmawianie sobie drobnych przyjemności z racji wiary, przekonań, postanowień, danego słowa, czy nawet samej idei, przynosi wewnętrzną siłę. Siłę żeby przeciwstawić się samemu sobie. Stałem się obrzydliwie leniwy. Nie mam ochoty ani siły. Jednak dostrzeżenie problemu jest pierwszym krokiem na przód, więc uzbroję się w postanowienie i przeprowadzę operację na swoim sumieniu. Bo chcę cierpieć, żeby móc być na prawdę szczęśliwym. Chcę przywrócić swoją wewnętrzną siłę do dawnego poziomu. Będę pisał, będę walczył z samym sobą i zrobię krok w stronę stania się piękniejszym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz