O mnie

Szczecin, Poland
Jestem zawsze trochę z boku. Wolę tworzyć w głowie wizję świata i nią żyć, niż poddawać się morderczemu działaniu szarej rzeczywistości. Staram się nie podchodzić do życia zbyt serio, nie przejmować się tym, co myślą o mnie ci, na których mi nie zależy. Lubię deszcz. Piszę bo lubię.

środa, 23 stycznia 2013

Więzień Systemu cz.I

Jego największym marzeniem było doświadczenie nieograniczonej wolności. Każdy człowiek inaczej ją rozumie- on miał w głowie dokładną definicję. Szymon był przekonany, że potrzebuje pierwotnej, nieskażonej cywilizacją przestrzeni. Celem jego egzystencji stało się poszukiwanie drogi do stylu życia, którego najważniejszą cechą jest walka o przetrwanie. Pragnął poczuć się niczym błądząca po czyśćcu dusza. Czysta w intencjach, nieustannie utrudzona. Największym problemem w jego marzeniu była wiedza, że obarczony brzemieniem poznania wygodnego życia w cywilizowanym świecie, nigdy nie będzie mógł być w pełni szczęśliwy, kiedy zrezygnuje ze wszystkiego co do tej pory znał i kochał.


Tego ranka obudził się wcześniej niż planował nastawiając budzik. Jego współlokator wiercił się przez sen, posapując z cicha. Spojrzał na zegarek w komórce. Za kilka minut piąta. Próbował zasnąć jeszcze przez jakąś godzinę, bez skutku. Leżąc na plecach słuchał huku samolotów startujących z pobliskiego lotniska. Myśli nieprzytomnie błądziły się po jego zaspanym umyśle. Ze świadomością, że niedługo zadzwoni budzik i trzeba będzie wstawać, trudno beztrosko ulec snom. Majaki męczą jeszcze bardziej starającego się odpocząć człowieka. Po szybkim i niechlujnym śniadaniu spalił papierosa popijając poranną kawą, czarną ze znikomą ilością cukru. Plusy życia w służbowym mieszkaniu były niemal równoważone z minusami. Nie musiał płacić za nic, ale nawet nie miał własnego pokoju, a szluga był zmuszony palić na dziesięciostopniowym mrozie. No i najgorsze z tego wszystkiego, Ala nie mogła z nim mieszkać. Nieskończoną ilość razy przeklinał świat, że takie mu dał elementy do ułożenia sobie życia. Dzisiejsza sytuacja na rynku pracy nie pozwala wybrzydzać, szczególnie kiedy dostanie się taką ofertę. Niestety, stołeczne miasto do którego się przeniósł, było oddalone o ponad pięćset kilometrów od jego domu, od niej i od jego przyjaciół. W Polsce- kraju, gdzie podróżowanie samolotem kosztuje dziesięć razy tyle co pociągiem i trwa podobną ilość czasu, pozostaje korzystanie z dobrodziejstw wiecznie opóźnionej kolei państwowej. Cała ta sytuacja wymagała długo trwającego przyzwyczajania, bo na początku była okropnie nieznośna. W przeciwieństwie do komunikacji międzymiastowej, ta miejska działała z godną podziwu sprawnością. Jej sukces opierał się w głównej mierze na pojedynczej linii metra, do którego i dzisiaj Szymon wsiadł z słuchawkami wciśniętymi w uszy. Na początku było dla niego dziwne, że ludzie w metrze tak bardzo alienują się od otoczenia. Później zrozumiał, bez widoku, na jaki można się patrzeć przez okno, pozostaje albo izolacja, albo gapienie się na ludzi, co powoduje kłopotliwe spojrzenia. Po czasie docenił taki sposób radzenia sobie z przytłaczającym otoczeniem.
Chwilę przed dziewiątą stawił się przy przypisanym biurku, rozpakował laptopa i rozpoczął monotonną ośmiogodzinną walkę ze swoją potrzebą niestania się pionkiem w korporacji. Na szczęście chociaż tam była jedna osoba z którą mógł swobodnie rozmawiać. Michał, współpracownik był starszy o kilka lat od Szymona ale miał zbliżone poczucie humoru i często ich przerwy na jednego papierosa wydłużały się do przerw na trzy. Wychodzili dzisiaj z pracy o jednej godzinie. Autobus, którym jeździł Michał miał przystanek obok stacji metra, jednak stacja ta była oddalona od miejsca pracy parę metrów więcej niż ta, z której korzystał Szymon. Początkowo z tego powodu zdecydował się iść w swoją stronę. Po drodze wymyślił jeszcze dwa powody, dla których korzystanie właśnie z tego przystanku będzie szybszym rozwiązaniem, ale ani jednego, mówiącego że musi się spieszyć. Postanowił następnym razem tego nie robić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz